Analogowo i elektronicznie, mój Nikon FE

Minął już mniej więcej rok, od mojego ideowego powrotu do fotografii analogowej. Przez ten czas najbardziej porwał mnie średni format w moich aparatach Mamiya, aczkolwiek to głównie ze względu na obrazek jaki daje klisza 120.
Jednak gdzieś tam, w tym wszystkim chodziła za mną idea któregoś z dawnych Nikonów. Jeszcze sprzed mocno zautomatyzowanej ery F4 czy F801s (jakie z resztą też w międzyczasie przygarnąłem z lepszym lub gorszym skutkiem). I tak kierując się w tym wariactwie szczyptą rozsądku uzbroiłem się w Nikona FE.
A tutaj, z radością dzielę się efektami pierwszych z nim przygód fotograficznych
Niezwykłość w zwykłości
Popołudniowy, po burzowy spacer po osiedlu. Taka zwykła rzecz, zwykłe codzienne widoki i kadry. Nic co w jakikolwiek sposób uzurpuje sobie prawo do czegoś więcej. Jednak tutaj właśnie dla mnie lśni magia analogowego, manualnego procesu. Radość to nie tylko efekty, a nawet zazwyczaj nie efekty. Radość daje sam proces, jest wolniej, jest zdecydowanie trudniej, i jest tajemniczo...

Jest coś intrygującego w fotografowaniu naszego blokowiska w taki retro sposób. Efekt na Kodaku Gold zafundował mi swoistą podróż w czasie, wprost do epoki nostalgii.
Towarzysz w drodze
FE to kamrat nie tylko na włóczenie się po osiedlu. Bardzo dzielnie, a przy tym stylowo, odnajduje się też na szlaku. Tutaj z czarno-białym Ilfordem XP2 i moim nemezis w postaci - nieumiejętności na wpół atrakcyjnego pokazania Beskidów na kliszy.

Ta wędrówka miała jeszcze jeden aspekt, był to wypad z Tymkiem, a taki czas trudno przecenić.
Wolno i szybko
A na koniec coś zupełnie innego, zderzenie dwóch światów - tego analogowego swoistego zwolnienia, z czymś co z poruszaniem się wolno jest niejako koncepcyjnie niekompatybilne. Czyli kilka kadrów z weekendowego biegania, którego ścieżki przecięły się z rajdowym OSem.

W zderzeniu z efektami z matryc cyfrowych, w mojej opinii analogowe 135 nie wytrzymuje starcia w kategoriach technicznych. Ale poza samymi szczegółami technicznymi, daje to poczucie satysfakcji. Że coś się zrobiło bardziej samemu, bez wsparcia zaawansowanej automatyki, plików RAW i tego wszystkiego. Jest trudniej, ale i bardziej.















