Planeta Oceanów wśród Złotych Łanów

Darowanemu koniowi nie patrzy się w zęby, a pożyczonemu zegarkowi?
Może nie godzi się zaglądać w mechanizm?

Nie wiem, ale to raczej nieważne. Od dni kilku mam okazję poznać się nieco bliżej z pożyczoną Omegą Planet Ocean w 43mm.
Te Omegi zawsze mi się podobały i zawsze byłem przekonany, że to zegarki dla mnie zbyt wydatne.
A tutaj okazja do przymiarki na dłużej niż kilka minut, i swoiste zaskoczenie. Może to tylko efekt takiego „zauroczenia” jakie często miewam przy spotkaniach z nowymi zegarkami, ale podoba mi się jak leży na mojej ręce.
Do tego stopnia, że nawet wpadła mi do głowy idea, że może by tak zamienić mojego Pama 352 na takiego PO.

Chcąc się z tym myśleniem nieco oswoić, ale też ciągnięty fotograficznymi instynktami zabrałem i Omegę i wspomnianego Paneraia a do tego jeszcze Breitlinga Colta i Speedmastera na spacer. Upalny, letni przedburzowy spacer.

I wróciłem z niego z kilkoma zdjęciami, i chyba z jeszcze większym mętlikiem w głowie. Nie wiem czy PO to dobry kandydat na zastąpienie Paneraia w kolekcji, albo czy taki pomysł to może tylko efekt nielichych upałów?
Właściwie, to nieważne.

Takie tam moje letnie rozważania troszkę o niczym. Za to, niezmiennie od dawna mam nieokiełznaną słabość do mojego Colta. Na szczęście, tutaj nie muszę rozważać żadnych operacji logistycznych.








