Podhale analogowe, mgliste i błotniste

Autoportret z widokiem na miejsce gdzie widać tatry

Niedawno miałem okazję służbowo wyjechać na Podhale. I była to dla mnie okazja do drugiego podejścia do Kodakowego Ektara (to taki negatyw kolorowy). Moje pierwsze próby z Ekratem robiłem na średnim formacie, niejako z doskoku i nie powiem były ich efekty bardzo obiecujące.

dfdfd
Jedna z pierwszych klatek na Ektarze - tutaj Mamiya 645 czyli średni format

Jadąc na Podhale mocno się zastanawiałem nad formatem. Mam na myśli czy mały obrazek (film 35mm) ma wystarczający potencjał, czy jednak warto targać ze sobą średni format. Zdecydowałem się na nikony FE i 135, czyli mały obrazek. W sumie to z kilku powodów. 

Raz, że ciągle niejako poznaję moje możliwości a i możliwości poszczególnych filmów w tym formacie i uczę się tego jak pracować z tym formatem najlepiej na filmie. 

Mały obrazek i Ektar na Podhalu

Moje doświadczenia po tegorocznych wakacjach pokazały mi, że Nikonami FE z mojej stajni, da się wygodnie pracować i dowozić sensowne rezultaty. Stąd też taki wybór. 

Widok z okolic karczmy Widokowa

Czy się udało?

Myślę, że tak. Acz nie jest idealnie. Jak się okazało całkiem sporo zdjęć ze srebrnego FE, który pracował głównie na statywie jest nieco nieostrych. Skłaniam się ku tezie, że jednak drganie od lustra może być za duże, szczególnie na 135mm. Acz to tylko hipoteza. Poza tym, mimo dość nie spektakularnej pogody i Ektar i Portra 160, których używałem dobrze oddały charakter i klimat jaki panował. 

Tak generalnie, to zdjęcia jak zdjęcia, ale proces włóczenia się w deszczu i błocie, fotografowania tymi analogowymi puszkami - to nagroda sama w sobie. A to, że przy okazji i finalne rezultaty dają radę to dodatkowy bonus. 

Na pewno mam jeszcze co nieco do dopracowania w mojej technice ale, jest nieźle!